Artykuł o metodzie „Bez porażek” Głosie Pedagogicznym

W numerze 45 Głosu Pedagogicznego ukazał się nasz artykuł pod tyyułem”otworzyć sie na ucznia” traktujący o zastosowaniu metody Gordona w Edukacji. Zapraszamy do lektury.
Metoda „bez porażek” jest podstawowym elementem treningu efektywności rodzicielskiej stworzonego przez Thomasa Gordona w latach 70. XX wieku. Mimo że ma ona już ponad 40 lat, wciąż pozostaje aktualna.
W pierwszej kolejności warto przyjrzeć się nazwie metody. „Bez porażek” nie oznacza tu bynajmniej, że stosując ją, rodzic lub nauczyciel zawsze osiąga sukces, a dzieci bez szemrania wykonują to, co w mniemaniu dorosłych powinny robić. Brak porażki oznacza tu bowiem nie skuteczność narzucenia swej woli jednostce przez inną jednostkę, lecz rozwiązywanie konfliktów w sposób, który sprawia, że żadna ze stron nie będzie się czuła zwyciężona, a zatem nikt – ani dziecko, ani dorosły – nie odniesie nad drugim zwycięstwa. Stosowaniu tej metody towarzyszyć powinna głęboka wiara w to, że każdy konflikt można rozwiązać unikając metody siłowej i forsowania własnego zdania. Aby móc z niej korzystać, trzeba na wstępie przyjąć kilka założeń.
Nauczyciel też człowiek
Aby móc rozwiązywać konflikty bez uciekania się do prawa silniejszego, nauczyciel powinien dać sobie prawo do tego, by się mylić. Powinien uwierzyć, że będąc nauczycielem, nie musi wyzbywać się części swego człowieczeństwa, która sprawia, że zachowuje się emocjonalnie, bywa zmęczony i jednych uczniów lubi bardziej, innych mniej. Powinien uświadomić sobie, że jego zakres tolerancji wobec różnych uczniów i w różnych sytuacjach bywa niejednakowy. I nie jest to jego przewinieniem, ale częścią zawodu, którego się podjął. Tak samo jest nią również porażka i to, że może się mylić, a uczeń ma prawo tę pomyłkę mu uzmysłowić.
Konsekwencja to (nie jest) podstawa
Akceptując fakt bycia ludźmi, nauczyciele mogą zauważyć, że w różnych sytuacjach ich poziom akceptacji dla pewnych zachowań znacząco się zmienia.
Przykład: Głośny śmiech, którego nauczyciel nie jest skłonny zaakceptować w czasie lekcji, z łatwością zniesie w autokarze podczas szkolnej wycieczki.
Również na inne drobne przewinienia nauczycielowi niekiedy zdarza się patrzeć przez palce, a innym razem są dla niego niemożliwe do zaakceptowania. Takie odczucia po prostu funkcjonują i nie da się tego zmienić, a nauczyciel ma prawo zachowywać się zgodnie z nimi. Nie musi zawsze zgadzać się lub zawsze nie zgadzać na przesunięcie o tydzień sprawdzianu, dlatego że taka jest zasada. Brak konsekwencji pozwala nauczycielowi na elastyczność, dzięki której może być otwarty na rzeczową argumentację.
Akceptacja dziecka, ale nie zachowania
Uczeń, jako człowiek, ma prawo oczekiwać, że zostanie bezwarunkowo zaakceptowany – również przez nauczyciela. Zupełnie inaczej jest w przypadku jego zachowań, które powinny być dostosowane do pewnych społecznych oczekiwań. Bardzo ważne jest jednak, by nie okazywać akceptacji fałszywej. Nauczyciel nie powinien nigdy udawać, że podoba mu się lub nie przeszkadza coś, co w rzeczywistości wyprowadza go z równowagi. Postawa taka prowadzi jedynie do budowania murów i uniemożliwia szczerość w relacji.
Niezwykle ważne jest nie tylko to, by akceptować dzieci. Uczniowie nie mają szóstego zmysłu, który pozwala im bezbłędnie ocenić, jaki jest do nich stosunek nauczyciela. Jeżeli mają zdobyć się na szczerość, powinni wiedzieć, że nie spotkają się z negatywną oceną ich osoby. Oprócz tego, że akceptacja istnieje w umyśle nauczyciela, musi być także przez niego okazywana. Można to robić poprzez następujące zachowania:

  • niewtrącanie się – pozwolenie, by uczeń zakończył swą wypowiedź bez wchodzenia mu w słowo i wydawania na jej temat sądów,
  • bierne słuchanie – wydawanie jedynie półsłówek świadczących o tym, że słucha się z zainteresowaniem,
  • czynne słuchanie – okazywanie rozmówcy nie tylko tego, że się go wysłuchało, lecz także tego, że podjęło się trud zrozumienia go.

Czytaj całość

Category: Publikacje

- 13 maja 2015

Dodaj komentarz