Czytać każdy może. Nawet niemowlak. Wywiad udzielony przez Hipokampusa

Zapraszamy do lektury wywiadu, ktorego ekipa Hipokampusa udzieliła portalowi Edustacja.pl . Jest to świetny i szybki sposób na zapoznanie się z naszą działalnością. Miłej lektury!

Nauka nie musi być przykrym obowiązkiem ale świetną zabawą. A uczyć czytać możemy już trzymiesięczne dziecko. Brzmi nierealnie? A jednak to możliwe. I jak się okazuje, przynosi efekty. O nauce dla najmłodszych rozmawiamy z Natalią i Krzysztofem Minge, psychologami, którzy prowadzą warsztaty rozwojowe dla dzieci Hipokampus.
Czym jest Hipokampus?

Krzysztof Minge (KM): Hipokampus to obszar mózgu odpowiedzialny między innymi za zapamiętywanie. Ma on kształt konika morskiego, stąd jego nazwa. Nasza firma jest owocem trzech lat doświadczeń zarówno zawodowych, jak i osobistych. Zajmuje się pomaganiem rodzicom w rozwijaniu potencjału, z którym rodzą się ich dzieci.
Jakimi dziedzinami życia i nauki Państwo się zajmują?

Natalia Minge (NM): Pracujemy na granicy psychologii i pedagogiki, a także niekiedy rehabilitacji. Zajmujemy się nauczaniem najmłodszych dzieci, od chwili narodzin. Nie chodzi jednak o to, bo przelać w nie jak najwięcej wiedzy. Robimy to, gdyż zwiększa to ich potencjał intelektualny. Z tego kapitału czerpać będą przez całe życie.

Starszym dzieciom oferujemy kursy z zakresu szybkiego czytania, koncentracji oraz technik zapamiętywania. Umożliwiają one wykorzystanie posiadanych przez ludzki umysł możliwości, które często pozostają nieuświadomione.
Jakie metody wykorzystują Państwo w swojej pracy?

NM: Metody, na których opieramy edukację małych dzieci w pewnym stopniu wzorowane są na proponowanych przez Glenna Domana. Staramy się je jak najbardziej upraszczać. Słowa do nauki czytania dla przedszkolaków i niemowląt to po prostu duże wyrazy, które można wydrukować na domowej drukarce. Pomocą przy nauczaniu matematyki są plansze z kropkami, ale także wszystko, co można znaleźć wkoło. Wiedzę encyklopedyczną przekazujemy za pomocą komputera. Nauka szybkiego czytania, a także terapia dyslektyków polega na zrezygnowaniu z czytania słów litera po literze, czy też sylabizowania na rzecz czytania metodą globalną, czyli całymi wyrazami, a nawet zdaniami. Wymaga to jednak poprawy pamięci oraz koncentracji, nad czym również intensywnie pracujemy z klientami. Warto dodać, że zajęcia odbywamy w domach naszych podopiecznych. Dzięki temu dzieci czują się bezpiecznie i swobodnie. Także łatwiej jest im się skupić, ponieważ nie tracą czasu na odkrywanie nowego miejsca.
Wcześniej nikt nie słyszał o takich metodach wspomagania dzieci. Czy takie zajęcia to moda czy konieczność?

KM: To nie do końca prawda, że nikt wcześniej nie słyszał o takich metodach. Nie są one popularne w naszym kraju, lecz i tu mają swoją historię. Książka Glenna Domana, pomysłodawcy metody nauki czytania przeznaczonej dla niemowląt, po raz pierwszy ukazała się u nas w 1992 roku, a zatem prawie dwadzieścia lat temu. W Stanach Zjednoczonych metoda funkcjonuje od lat sześćdziesiątych. Wychowały się na niej już dwa pokolenia.

O modzie na nauczanie małych dzieci można mówić jedynie w krajach azjatyckich, takich jak Japonia, czy Korea Południowa. U nas to wciąż bardzo mało popularne. Nauka dla najmłodszych nie jest również koniecznością, gdyż jak widać można i bez tego wychować mądre dzieci. Wolę to traktować, jako prezent, który dajemy dzieciom. Coś ponad standardowe wychowanie – ponad zmienianie pieluch, karmienie i zapewnianie bezpieczeństwa. Chodzi o poświęcenie dziecku czasu i umożliwienie poznania świata w pełniejszy sposób. Danie możliwości pokochania nauki, zanim zmieni się ona w zło konieczne.

Wykorzystujemy tylko kilka procent zdolności naszego mózgu. Czy takie zajęcia mogą to zmienić?

KM: Takie zajęcia nakierowane są na tego typu zmianę. Uaktywniają one prawą półkulę mózgu, która dominuje w dzieciństwie, lecz później zostaje zdominowana przez lewą. To właśnie prawa cześć mózgu odpowiada za kreatywność i pamięć fotograficzną.
Wiele osób mówi, że dzieciństwo powinno być poświęcone zabawie i beztrosce. Uczyć będziemy się później, przez wiele lat, w szkole. Czy nauka od najmłodszych lat jest dla dzieci przyjemnością czy zabieraniem czasu na zabawę?

KM: Przyjemnością może być tylko coś, do czego nie jesteśmy zmuszani. Zatem najlepszym czasem na naukę jest dzieciństwo, kiedy nie ma żadnych nacisków, przymusu, sprawdzianów i ocen. A najlepszym nauczycielem jest kochający rodzic, który pragnie dziecku coś ofiarować i nie będzie go potem z tego rozliczał.

Posadzenie trzylatka lub sześciolatka, co czyni system edukacji, w ławce jest niewątpliwie odbieraniem beztroskiego dzieciństwa. Nie jest nim natomiast wspólna zabawa z rodzicami. Niezależnie, czy jest to zabawa w chowanego, czy w czytanie, może być ona źródłem takiej samej przyjemności dla obu stron. Poza tym wiek przedszkolny jest wiekiem pytań. Dzieci pragną dowiedzieć się wszystkiego o wszystkim. Ciekawi je nieprawdopodobna ilość tematów. Aby rozwijać dziecko, wystarczy po prostu dostarczać mu dostosowanych do jego wieku i możliwości odpowiedzi. Czy można to nazwać odbieraniem dzieciństwa?
Jakie są zalety Państwa zajęć? Czy widzą Państwo duże postępy wśród dzieci, które brały udział w zajęciach?

NM: Największe postępy zauważyć można u dzieci, z którymi rodzice każdego dnia pracują bawiąc się. Dzięki takiej metodzie dziecko ma najlepsze z możliwych warunki rozwoju.

Na zajęcia dla dzieci uczęszczają maluchy, których rodzice bardzo pragną, by świetnie się rozwijały, ale nie są w stanie poświęcić im aż tyle czasu każdego dnia. Efekty są zauważalne, choć oczywiście nie od razu. Dzieci te zaczynają mówić, rozwijają swoje słownictwo, poszerzają wiedzę. Pierwszym zauważalnym efektem jest poprawa możliwości koncentracji. Przeciętny półtoraroczny klient skupia się na 5 – 15 minut. Po dwóch trzech miesiącach czas ten wydłuża się do 30, a po pół roku do około 45 – 60 minut. Dziecko w tym wieku potrzebuje zmiany rodzaju aktywności co kilka minut, a my im to zapewniamy. Zdarza się, że trzylatki nie chcą wychodzić po godzinnych zajęciach i domagają się by były kontynuowane.
Wszystkie zajęcia, jakie Państwo prowadzą, były „przetestowane” na Państwa dzieciach. Jak one na nie reagowały?

NM: Reagowały i reagują entuzjastycznie. Ze starszym synem zaczęliśmy pracę dość późno, miał półtora roku i spore wymagania wobec nas. Musieliśmy dostosowywać się do tego, co go w danej chwili interesowało. Z młodszym dzieckiem zaczęliśmy od urodzenia i było znacznie łatwiej, gdyż niemowlęta reagują entuzjazmem na niemal wszystko, co urozmaica ich czas. Dziś ma ponad dwa lata, czyta zdaniami i na każdy nowy materiał – czy to karty z angielskimi słowami, czy z portretami polskich królów reaguje radością i zainteresowaniem. Najmłodsza córka właśnie jest na etapie przygotowań do nauki czytania, gdyż nie skończyła jeszcze trzech miesięcy.
Czy nauka czytania dla niemowlaka jest konieczna? Jak takie zajęcia mogą przełożyć się na umiejętność czytania w przyszłości?

KM: Oczywiście, że nauka czytania dla niemowląt nie jest koniecznością. Większa część społeczeństwa nauczyła się czytać dopiero w wieku szkolnym i nieźle sobie radzi. Jest ona jednak znacznym ułatwieniem, gdyż nie wiąże się ze stresem i zapobiega wykształceniu się złych nawyków takich jak głośne czytanie, czy „wewnętrzny lektor”, które bardzo spowalniają proces czytania i zmniejszają zrozumienie.

Nauczanie czytania od chwili ukończenia przez dziecko trzech miesięcy powoduje, ze dwulatek jest w stanie płynnie czytać nieskomplikowany tekst z pełnym zrozumieniem. Dzieci kochają książki i obcowanie z nimi jest ich ukochaną rozrywką. Oprócz tego, że dzieci czytają wcześniej, robią to również szybciej i z większym zrozumieniem. Omija je również ryzyko dysleksji.
Czy istnieje obawa, że dziecko, które będzie uczestniczyć w zajęciach, później, w szkole, będzie się po prostu nudzić? Polskie szkoły raczej nie nagradzają wybitnych, tylko dążą do uśredniania poziomu dzieci.

NM: Jesteśmy zdania, że to nie dziecko powinno dostosowywać się do szkoły, ale szkoła do dziecka. Nie jest raczej dobrym pomysłem wychowywanie dzieci na średniaków, bo tak będzie im łatwiej w szkole. Okres szkolny, to tylko niewielki fragment ludzkiego życia, a po jej ukończeniu przeciętność już nie jest aż tak promowana.

Nudzą się uczniowie wybitni, bo to, co mówi nauczyciel jest zbyt proste. Nudzą się uczniowie słabsi, bo nie rozumieją lekcji, nudzą się znów uczniowie przeciętni, bo lekcja jest po prostu mało interesująca. Dobry nauczyciel poprowadzi zajęcia w ciekawy, dla wszystkich, sposób. Nie powinniśmy wychowywać dzieci tak, by dostosowały się do wymogów złych nauczycieli.
Czy takie metody nauki mają przyszłość w naszym kraju?

NM: Na zajęcia uczęszcza coraz więcej dzieci oraz rodziców, ale trudno mówić o wybuchu popularności tej metody. My sami najbardziej jesteśmy zainteresowani tym, by szkolić rodziców, którzy sami zajmą się nauczaniem swych dzieci. To oni są ekspertami i to oni wiedzą najlepiej, czego potrzebuje ich dziecko i mają mu najwięcej do zaoferowania.

Negatywne reakcje zdarzają się, chociaż świadomość społeczna się zmienia. Jeszcze cztery lata temu noszenie dziecka w nosidełku, czy chuście postrzegane było przez wiele osób jak groźne dziwactwo. Teraz jest czymś zwyczajnym. Mamy nadzieję, że za kilka lat ulice zaroją się mądrymi dziećmi i nikogo nie będzie dziwić, a tym bardziej gorszyć czytający dwulatek.

Autor: Agnieszka Linke

Źródło: Edustacja.pl

Category: Media

- 12 maja 2015

Dodaj komentarz